BMW M3 – najpierw meta, dopiero później adres domowy
BMW M3 nie powstało po to, by efektownie wyglądać pod biurowcem. Najpierw miało wygrywać wyścigi. Dopiero później okazało się, że torowa precyzja, wytrzymałość i pełna kontrola nad samochodem są równie cenne w zwyczajny poniedziałek. Po 40 latach ten pozorny paradoks nadal stanowi istotę tego modelu.
W ciemnej hali przy ulicy Elektryków czerwone BMW M3 E30 wyglądało niemal skromnie. Kompaktowe nadwozie, niewielkie koła i spoiler, który według dzisiejszych standardów nie próbuje zdominować całej tylnej klapy. Kilka kroków dalej stały jednak M3 E46 GTR, M3 E92 GT2, M3 E90 CRT i jedyne w swoim rodzaju M3 F80 Münchner Wirte. Na zewnątrz, pośród ceglanych budynków, graffiti i stoczniowych szyn, można było spotkać z kolei współczesne M3 Competition i M3 CS Touring.
BMW M Festiwal. BMW M3: 40 lat historii. Sześć generacji. Jedno DNA.
Tak wyglądała najkrótsza lekcja historii podczas tegorocznego BMW M Festivalu w Gdańsku. Czterdzieści lat dało się przejść pieszo w kilka minut – dużo trudniej było jednak przeoczyć, że na obu końcach tej opowieści znajduje się ta sama idea: stworzyć samochód wystarczająco dobry na tor, ale nie skazać go na życie pomiędzy lawetą a garażem.
Najpierw regulamin, potem tablice rejestracyjne.
Pierwsze M3 nie było odpowiedzią na badania oczekiwań kierowców rodzinnych limuzyn. W połowie lat 80. BMW Motorsport chciało rywalizować w wyścigach samochodów turystycznych Grupy A. Przepisy wymagały jednak, aby konstrukcja torowa wywodziła się z modelu oferowanego klientom. W ciągu 12 miesięcy należało więc zbudować co najmniej 5000 drogowych egzemplarzy.
Pierwsze M3 powstało po to, by wygrywać na torze – dopiero później okazało się znakomitym samochodem drogowym.
Pierwsze M3 powstało po to, by wygrywać na torze – dopiero później okazało się znakomitym samochodem drogowym.
Pierwsze M3 powstało po to, by wygrywać na torze – dopiero później okazało się znakomitym samochodem drogowym.
Pierwsze M3 powstało po to, by wygrywać na torze – dopiero później okazało się znakomitym samochodem drogowym.
M3 zaprezentowane na salonie IAA we Frankfurcie w 1985 roku przypominało dwudrzwiową Serię 3, lecz podobieństwo było znacznie bardziej rodzinne niż techniczne. Z seryjnego nadwozia przejęto niewiele więcej niż drzwi i dach. Poszerzone błotniki mieściły większe koła, zmieniony słupek C i pokrywa bagażnika porządkowały przepływ powietrza, a spoiler, progi oraz zderzaki podporządkowano aerodynamice i masie. Nawet skrzynia z pierwszym biegiem w lewo i do tyłu miała rodowód wyścigowy. Sylwetkę narysowały jednak wymagania toru.
Pod maską pracował wysokoobrotowy, czterocylindrowy silnik S14 o pojemności 2,3 litra i mocy 200 KM, a samochód ważył około 1200 kg. Do 100 km/h przyspieszał w 6,7 sekundy i osiągał 235 km/h. Dziś takie liczby nie szokują, ale tabela nie pokazuje tego, co w E30 najważniejsze – niewielkiej masy, bezpośrednich reakcji i mechanicznej czytelności. Kierowca dostawał znakomite narzędzia i musiał nauczyć się z nich korzystać.
E30 polegało na lekkości i czterocylindrowym silniku.
E36 i E46 rozwinęły kult rzędowej szóstki, E92 przyniosło wolnossące V8, a F80 rozpoczęło erę turbodoładowania. G80 korzysta z elektroniki i napędu M xDrive, ale nadal próbuje wywołać u kierowcy ten sam dreszcz.
BMW M3 E30 powstało w związku z wymaganiami wyścigowej Grupy A.
Aby samochód mógł rywalizować na torze, należało zbudować jego drogową wersję homologacyjną. Konstrukcja stworzona jako punkt wyjścia do motorsportu zapoczątkowała jedną z najważniejszych rodzin samochodów sportowych w historii.
Tor nie wykluczył normalnego życia.
Homologacyjny obowiązek tłumaczy, dlaczego powstała drogowa wersja M3. Nie wyjaśnia jednak, dlaczego kierowcy naprawdę chcieli nią jeździć. BMW Motorsport mogło zbudować hałaśliwe i męczące poza torem wymagane minimum, ale zamiast tego przygotowało auto o wyścigowej precyzji, które zachowało codzienną przydatność. Były ABS, wentylowane tarcze hamulcowe, tylna kanapa i bagażnik. Można było pojechać na tor, a potem wrócić tym samym samochodem do domu.
Rozwiązania potrzebne w sporcie pomagały również w zwyczajnej eksploatacji. Odporne na temperaturę hamulce nie tracą przecież znaczenia po zjeździe z toru, podobnie jak precyzyjne zawieszenie i trwały silnik. Przed produkcją M3 sprawdzano na słynnym Nürburgringu, a potem poddano próbie 150 tys. kilometrów z dużymi prędkościami na włoskim torze Nardò.
35 osób
Tyle liczył pierwszy zespół BMW Motorsport GmbH, utworzony w 1972 roku.
Torowy rodowód oznaczał więc nie tylko emocje, ale także dyscyplinę konstrukcyjną!
Rezultaty sportowe szybko potwierdziły, że punkt wyjścia obrano właściwie. W 1987 roku Roberto Ravaglia zdobył za kierownicą M3 tytuł w Mistrzostwach Świata Samochodów Turystycznych, a Eric van de Poele zwyciężył w DTM. W latach 1989-1992 M3 czterokrotnie z rzędu wygrywało klasyfikację generalną 24-godzinnego wyścigu na Nürburgringu. Drogowe E30 nie pożyczało więc reputacji od podobnie wyglądającej wyścigówki – oba samochody należały do tego samego projektu.
Sześć generacji, coraz szersza definicja.
Gdyby BMW przez 40 lat próbowało kopiować E30, zaprzeczyłoby jego najważniejszego rodowodu. W końcu pierwsze M3 stało się kultowe nie przez określoną liczbę cylindrów czy kilogramów, tylko dzięki wykorzystaniu najlepszych dostępnych rozwiązań do budowy mocnej więzi między samochodem a kierowcą.
Kolejne generacje zmieniały się więc wraz z techniką i potrzebami właścicieli. Pojawiły się sześciocylindrowe silniki, jedyne w historii modelu V8, turbodoładowanie, adaptacyjne zawieszenie i napęd M xDrive. M3 stawało się mocniejsze i wygodniejsze, ale nadal miało reagować precyzyjnie i sprawiać, że osiągi można zmierzyć i przede wszystkim wykorzystać.
Najbardziej dosłownym dowodem tej ewolucji jest M3 Touring. W Gdańsku czarne M3 CS Touring ze złotobrązowymi obręczami wyglądało jak samochód, którym ktoś po prostu przyjechał pod halę. Tymczasem jego trzylitrowy silnik rozwija 550 KM i ma wspólne podstawy z jednostką wyścigowego BMW M4 GT3. Bagażnik mieści od 500 do 1510 litrów! To auto zdolne przewieźć ludzi i ich rzeczy, które nie musi tłumaczyć się ze słowa "Touring" na torze.
Inne silniki i proporcje, ale ten sam cel: sprawić, żeby kierowca zaczął szukać dłuższej drogi do domu.
Inne silniki i proporcje, ale ten sam cel: sprawić, żeby kierowca zaczął szukać dłuższej drogi do domu.
Inne silniki i proporcje, ale ten sam cel: sprawić, żeby kierowca zaczął szukać dłuższej drogi do domu.
Inne silniki i proporcje, ale ten sam cel: sprawić, żeby kierowca zaczął szukać dłuższej drogi do domu.
Samochód sportowy, którego nie trzeba dawkować.
Na rynku nie brakuje maszyn równie szybkich, głośniejszych czy bardziej egzotycznych. Wiele wymaga jednak odpowiedniej drogi, pogody, symbolicznego bagażu, a czasem również transportu na tor. M3 od początku proponowało coś trudniejszego – motorsportowe emocje bez konieczności organizowania wokół samochodu całego życia.
Nie oznacza to jednak łagodzenia charakteru aż do przeciętności. Dobre M3 nie zachowuje się jak zwykła Seria 3 z dużą mocą – ma pozostać komunikatywne i wytrzymać więcej, niż większość właścicieli kiedykolwiek od niego zażąda. Równocześnie powinno przejechać przez centrum miasta, zabrać pasażerów, pokonać autostradę i następnego ranka ruszyć do pracy. Chodzi o kompetencje wystarczająco szerokie, żeby je połączyć.
Na ulicy Elektryków dobrze było widać, że 40 lat nie zatarło pierwotnego pomysłu. Czerwone E30 i współczesne M3 CS Touring dzieli niemal wszystko (rozmiar, moc, technologia i sposób dostarczania osiągów), ale łączy kolejność priorytetów. Najpierw samochód musi zasłużyć na literę M, a dopiero później okazuje się, jak zaskakująco dobrze radzi sobie pod zwykłym adresem. "Born on the racetrack. Made for the streets." – po czterech dekadach to wciąż nie tyle hasło reklamowe, ile najkrótsza instrukcja budowy BMW M3.